:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  29°C bezchmurnie

Barykada emocji w Domu Kultury

Domy kultury, Barykada emocji Kultury - zdjęcie, fotografia

„Les Misérables” to światowej sławy musical Claude’a-Michela Schönberga i Alaina Boublila, który stanowi adaptację „Nędzników”, dzieła Wiktora Hugo. Utwór ten zainspirował również młodych artystów z Domu Kultury w Golubiu-Dobrzyniu. Rezultatem ich starań było wystawienie muscialu „Cienie”. O sztuce, wzlotach i upadkach podczas przygotowań opowiada Paulina Gralik, prowadząca lokalną grupę teatralną

– Dlaczego „Nędznicy”?

– Pomysł dojrzewał w nas długo, tak naprawdę przez cały rok po wystawieniu „Przeznaczenia”. Baliśmy się „Nędzników” ze względu na epokowe stroje i przede wszystkim kontrowersyjną tematykę. Nasza grupa bardzo się rozrosła, składa się z 40 osób w różnym wieku. Do pierwszej próby nie było wiadomo jak młodzież zareaguje. Pojawił się problem z obsadzeniem ról. Nie każdy mógł zagrać postacie pierwszoplanowe, ale efekt końcowy tworzą również osoby, które pojawiają się na chwilę. Musieliśmy uświadomić naszym aktorom, że skoro ty nie śpiewasz to nie znaczy, że jesteś mniej ważny. To oznacza, że jesteś tak samo ważny, a może i ważniejszy od solistów. Musical to połączenie ruchu, tańca, muzyki i wszystkiego co dzieje się na scenie.

– I młodzież poradziła sobie z tym tematem?

– Na początku obejrzeliśmy wspólnie ekranizację z 2012 roku w reżyserii Toma Hoopera, która wywołała różne reakcje. Cześć osób była przerażona, cześć zszokowana, nawet cześć się wzruszyła. Wtedy pomyślałam, że coś z tego będzie. Młodzież dostała scenariusz,  pracowaliśmy nad scenami. Zaczęliśmy przechodzić wszelkie etapy, od fascynacji do rezygnacji. Najpierw zdziwienie, że mogę zagrać np. kurtyzanę i powiedzieć brzydkie słowo na scenie. Pełna frekwencja na próbach, wszyscy nie mogli się ich doczekać. Następnie przyszedł moment zmęczenia, po tych pierwszych tygodniach, pojawiło się zwątpienie czy naprawdę damy radę. Omawialiśmy scenariusz w całości, zastanawialiśmy się czy podołamy temu w naszym domu kultury. Chwila zawieszenia, aby później znów praca poszła. Zdaję sobie sprawę, że mamy fantastyczną i dojrzałą grupę, z którą możemy takie trudne tematy robić. Chcieliśmy oddać charakter sztuki, lecz nie przesadzić z wulgarnością. Myślę, że udało nam się to, patrząc na reakcje widzów. 

– A co do grupy, stanowią ją, ludzie którzy już wcześniej pracowali ze sobą, czy nowe osoby również się pojawiły?

– Cześć zespołu to trzon grupy, w której skład wchodzą ludzie związani z nami od wielu lat. Mam tu na myśli Łukasza Gabryszewskiego, Bartosza Goryńskiego, Agatę Jagielską, Kamila Szynkiewicza czy Michalinę Sobkiewicz. Do tego przychodzą nowe osoby, czasem bardzo młode. Najmłodszy aktor Oliwer Okruciński ma zaledwie 8 lat. W tym przedstawieniu rola Kozety musiała zostać obsadzona podwójnie. W I akcie Kozeta była dzieckiem, natomiast w II pokazana jest jako zakochana młoda kobieta. Jej postać z I aktu zagrała 10-letnia Laura Paplińska, w II – Michalina Sobkiewicz. W naszej zbiorowości młodzież młodsza i starsza oraz osoby dorosłe szybko ze sobą nawiązują kontakt. Oczywiście, jak spotykamy się pół roku to nie unikniemy konfliktów. Pojawiają się gorsze oraz lepsze dni. Jednak wszyscy są na tyle ze sobą zżyci i na tyle profesjonalnie do tego podchodzą, że nieważne jest czy ja lubię kogoś bardziej czy mniej. Po prostu wchodzę na scenę i o tym zapominam. Bardzo chcieliśmy przekazać naszym dzieciakom, że grupa to jest grupa. Na scenie nie ma indywidualistów. Wszyscy gramy do jednej bramki, dlatego cieszę się z panującej u nas atmosfery. Osoby, które dołączyły na potrzebę „Cieni”, szybko w tę grupę wniknęły. To fantastyczne uczucie, obserwować jak się zgrywają, jak wzajemnie udzielają sobie rad i przede wszystkim jak siebie szanują. 

– Skoro są to młode osoby z rozmaitymi obowiązkami, codziennymi sprawami, co powoduje, że potrafią znaleźć czas i tu przychodzą?

– Cała tajemnica polega na tym, że my się tutaj bardzo lubimy i szanujemy. Do tego dochodzi chęć wyrwania się od natłoku obowiązków oraz znalezienie sposobu na ciekawe spędzenie czasu z znajomymi. To cudowna forma, która pozwala zapomnieć o tym, co się dzieje poza murami domu kultury. Każdy z nas wciela się w jakąś postać. Myślę też, że nasza grupa pozwala przełamać wielokrotnie kompleksy lub pozwala otworzyć się na świat. W naszych szeregach mamy osoby, które przyszyły do nas 3 lata bardzo nieśmiałe. Ciężko im było odnaleźć się na scenie. Dziś są zupełnie inni, dzielnie walczą ze swoją nieśmiałością i zaskakują nas za każdym razem.

– Każda rola uczy ich czegoś nowego?

– Tak. Staramy się dobrać postaci tak, żeby pasowały wizualnie, np. czyjąś mocną stroną są emocje, więc taka osoba dostaje bardziej emocjonalną rolę. Jednak czasami robimy na przekór, aby ten kto się wstydzi, przełamał się. Bywa też, że jedną kwestię przedstawia kilka osób i wtedy wybieramy najlepszą opcję. Trzeba podkreślić, że są to bardzo ambitne osoby, które swój cenny czas poświęcają dla nas. Bardzo to cenimy, dlatego w październiku wszyscy jedziemy na „Nędzników”. Będzie to dla nas najlepsza nagroda, wspólnie zobaczyć to, co sami tworzyliśmy. Uczymy się od siebie nawzajem – cierpliwości, zwalczania strachu, walczenia z różnymi problemami, uczymy się być grupą. 

– Pani widzi więcej niż ludzie z widowni, oni podziwiają tylko efekt końcowy.

– Zastanawiałam się, jak grupa sobie poradzi z danym tematem, lecz przede wszystkim czy ja będę w stanie to poprowadzić. Szereg emocji – przed, po i w trakcie. Walka z czasem. To nasza największa przeszkoda. Przed spektaklem pracowaliśmy 12, 14 godzin dziennie i jeszcze było mało. Oprócz prób, trzeba było tworzyć scenografię, światło, budować garderobę. Jednak satysfakcja jest ogromna. Razem z Jurkiem widzieliśmy wszystko. Strach przed wyjściem, łzy w czasie prób, przedstawienia. Widownia myślała, że oni grają, lecz łzy były autentyczne. Na trzecim spektaklu Eponina, grana przez Natalię Majewską, również śpiewała płacząc. Wszyscy po prostu tak głęboko zżyli się z granymi postaciami. Nawet osoby, które pojawiały się w tle, pytały o szczegóły, bo tak naprawdę to one stanowiły pierwszy plan. Trudno opisać słowami to, co zbudowaliśmy. Pełne zaangażowanie młodzieży, chyba żaden profesjonalny aktor nie jest wstanie oddać tylu emocji, poświęcić tyle czasu czemuś, co się robi tylko z pasji. My zawsze dziękujemy sobie na scenie. Ja mam z tym problem, bo nie potrafię wyrazić słowami wdzięczności za to, co dzieciaki robią. Jednak nie mam kłopotu, aby określić co czuję, gdy stoję obok nich. To wielka duma. 
 

Rozmawiała:
Anna Jastrzębska
Fot. Dawid Brożek

Barykada emocji w Domu Kultury komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się