:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  4°C lekkie zachmurzenie

Bociania sprawa

Ciekawostki, Bociania sprawa - zdjęcie, fotografia

Przysłowie mówi: „Szczęśliwy dom, gdzie boćki są”, ale dla Ewy i Jana Sendzikowskich z Ciechanówka szczęście zamieniło się w poważny problem. Młode, uratowane bociany zamieszkały na ich podwórku i nie chcą się usamodzielnić

To kłopot dla gospodarzy, którzy nie wiedzą, jak dalej postępować. 

– Mamy na wychowaniu dwa bociany – usłyszeliśmy przez telefon. – Okazało się, że rodzina Sendzikowskich z Ciechanówka uratowała dwójkę porzuconych bocianich piskląt od śmierci głodowej. Młode podrosły, ale nie opuszczają podwórka. Martwi to gospodarzy, którzy poszukują rady. Poprosili o pomoc nasz tygodnik. Prosimy więc miłośników przyrody o uwagę.

Widok zastany na podwórku państwa Sendzikowskich jest niecodzienny. Dwójka osobników naszego narodowego symbolu majestatycznie przechadza się obok budynków niczym ozdobne kury. Co chwilę ptaki zatrzymują się i przyglądają gościowi, przekrzywiając głowy. 

– Ten większy sfrunął sam, a mniejszy został zrzucony z gniazda przez rodziców – opowiada syn gospodarzy Maciej Sendzikowski. – Młode były bardzo słabe, słaniały się na nogach. Podejrzewam, że gdyby nie dokarmianie, zdechłyby z głodu. Teraz są mocniejsze. Dlaczego zostały porzucone przez dorosłe? Nie mam pojęcia. 

Bociany na podwórko wprowadziły się same. Nic sobie nie robią z zakłopotania gospodarzy. Wyglądają, jakby wcale nie miały zamiaru odlecieć. W końcu tu mogą liczyć na porządne menu, a apetyt mają spory. Bociania młodzież żywi się podrobami drobiowymi i skrzydełkami z pokruszonymi kostkami. 

– Niczego innego, co im nie odpowiada, po prostu nie wezmą – mówi Maciej Sendzikowski. – Do jedzenia wybierają tylko to, co powinny jeść, więc nie pozwolą sobie zrobić krzywdy. Raz przeprowadziłem eksperyment, ponieważ są bardzo łakome. Pomyślałem: no to ile dacie radę zjeść? Pochłonęły razem sześć skrzydełek i 1,5 kilo żołądków naraz. Spust mają niemały. 

Ptaki są karmione trzy razy dziennie. Nie sposób tego ominąć, ponieważ same głośno dopominają się o jedzenie. Głodne nie wahają się wejść do werandy i stukać do drzwi oraz wołać swoich przybranych rodziców. Sendzikowscy nie wiedzą, co robić, aby nie wyrządzić niechcący krzywdy młodym boćkom. Ten stan trwa już ponad dwa tygodnie. 

– Nie mam pojęcia, jak dalej postępować, czy nie robimy im krzywdy – dodaje mężczyzna. – Nie wiadomo, czy odlecą, czy ograniczać im pożywienie, aby zmusić je do samodzielnych poszukiwań, czy szukać innego sposobu, aby skłonić je do samodzielności. Chcielibyśmy zasięgnąć fachowej porady, by rozwiązać problem z korzyścią dla tych zwierząt.

Ornitolog jest potrzebny od zaraz. Trzeba stwierdzić, w jaki sposób podlotki usamodzielnić i skłonić do odlotu. 

Tekst i fot. 
Daria Szpejenkowska

Bociania sprawa komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się