:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  4°C lekkie zachmurzenie

Dalsza część podróży

Postaci, Dalsza część podróży - zdjęcie, fotografia

W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy pierwszą odsłonę historii życia Henrego Cohna – mieszkańca Dobrzynia, który wyemigrował do USA. Opowieść zakończyliśmy w momencie, gdy Henry opuścił Golub i udał się do Hamburga

(pierwsza część do przecztania TUTAJ)

Henry, gdy dotarł do Hamburga zorientował się, że zebrane fundusze nie wystarczą mu na bilet na statek parowy. Musiał więc wybrać statek żaglowy. Podróż nim była mniej komfortowa i dłuższa. 5 maja 1852 roku wyruszył z Hamburga na pokładzie dwumasztowca Lewizow Lelkendorf. Celem podroży był Nowy Jork, a miłą atmosferę podtrzymywał kapitan okrętu imieniem Gunther. Żaglowiec mógł pomieścić 200 osób, które tłoczyły się pod pokładem. Wśród emigrantów najwięcej było Niemców. Spano na łóżkach piętrowych. Pasażer musiał dostarczyć własną poduszkę i koc. Co ciekawe, przewidywano także łóżka małżeńskie, chociaż o jakiejkolwiek prywatności nie mogło być mowy. Posiłki spożywano na pokładzie. Podróż upłynęła dobrze. Statek ominęły sztormy.  Po 64 dniach okręt zawinął do Nowego Jorku. 

Po zejściu na ląd Henry zamieszkał u rodziny Żydów z Dobrzynia, którzy przybyli tam wiele lat wcześniej. Po ośmiu dniach znalazł pracę rzemieślniczą. Został szewcem. Później wszedł w spółkę z Żydem z Brodnicy, który zajmował się handlem ulicznym. Henry posiadał w tym czasie ok. 10 dolarów. Pożyczył kolejne 6 dolarów, za które kupił specjalny kosz do wystawiania produktów. Za kolejne pożyczone 12 dolarów kupił towar – narzędzia i inne produkty żelazne. Od kolegi z Brodnicy Henry dostał mapę wiejskiej okolicy nieopodal Nowego Jorku z zaznaczonymi gospodarstwami. Nakazał mu chodzenie od jednego do drugiego farmera i sprzedawanie żelastwa. Dla Henriego była to nowość i bynajmniej nie przyjął tej formy zarobkowania z radością.  

Problemem była też bardzo słaba znajomość języka angielskiego. Pierwszą klientką była żona farmera, która za kilka centów kupiła od Henriego kilka igieł. Biznes obwoźny przynosił mizerne zyski. Wtedy do Henriego przyszedł list od znajomego Żyda z Dobrzynia, który także wyemigrował do USA, a konkretnie dotarł do Kalifornii. Miał na imię Dawid Wollenberg i założył własny biznes z mieście Sacramento. Podróż do Kalifornii, regionu nowego w USA, ale pełnego nadziei była niezwykle ryzykowna. Można było wybrać drogę lądową, ale trwała ona całe tygodnie i przechodziła przez terytoria Indian. Nasz bohater zdecydował się na okrężną drogę morską aż przez Panamę. 

Po kilku tygodniach Henry zawitał w San Francisco. Miasto było wówczas synonimem dzikiego zachodu. Wszędzie panowało złodziejstwo, korupcja, a władze lokalne wchodziły w konszachty z mafią. Henry rozpoczął pracę jako handlarz obwoźny.  Kolejnym krokiem była przeprowadzka do Sacramento, gdzie znajdowała się spora kolonia Dobrzyniaków. Henry otworzył tam swój własny sklep w miasteczku Folsom. Prowadził także handel obwoźny. Biznes miał się dobrze. Potomkowie Henriego żyją do dziś w USA. 
 

(pw)

Dalsza część podróży komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się