:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  29°C bezchmurnie

Jazz wciąż jest elitarny - wywiad z Januszem „Yaniną” Iwańskim

Muzyka, wciąż elitarny wywiad Januszem „Yaniną” Iwańskim - zdjęcie, fotografia

Janusz „Yanina” Iwański wystąpił na golubskiej starówce. W rozmowie z naszym tygodnikiem muzyk opowiada o rozwoju polskiego jazzu i współpracy m.in. z zespołem Maanam i Tomaszem Stańką

– Pana twórczość nie jest skupiona wokół jednego gatunku, czerpie pan z różnych stylistyk. Zawsze tak było?

– Tak. Zawsze skupiał moją uwagę dźwięk, a co za tym idzie – muzyka. Od wczesnego dzieciństwa fascynowała mnie muzyka, która mnie otaczała. Orkiestry grające w cyrkach, orkiestry dęte idące za konduktem żałobnym, a poza muzyką interesowała mnie melodia języków różnych narodów, które słyszałem w radio. Z czasem poznawałem różne gatunki takie jak folk, blues, jazz, rock itd. Bliskie są mi: muzyka instrumentalna improwizowana oraz piosenka.

– Nie da się ukryć, że pana wizerunek sceniczny silnie nawiązuje do ruchu hippisowskiego z lat 60. W mediach pojawiały się nawet porównania do Johna Lennona. To świadoma inspiracja, właśnie tacy artyści jak jeden z Beatlesów są dla pana drogowskazem?  

– Jeśli chodzi o piosenkę, to z pewnością tak, ale i polska muzyka młodzieżowa przełomu lat 60./70. miała na mnie duży wpływ. Koledzy sobie czasem żartują, mówiąc na mnie John Klenczon. Nie ukrywam tego, że chciałem być jak Lennon i Klenczon w jednym, po prostu chciałem być „kimś”. Kiedy zacząłem dojrzewać zrozumiałem, że oni już są, a ja mogę być tylko sobą. Jedyne kim tak naprawdę mogę być i dzielić się.

– Mam wrażenie, że w ostatnich latach polski jazz (gatunek, który przecież także jest panu bliski) przeżywa prawdziwy renesans. Oczywiście, od dawna w naszym kraju rodzili się artyści, którzy byli znakomitymi muzykami, jednak wydaje się, że w ostatnich latach jazz stał się bardziej przystępny dla masowej publiczności. Mam na myśli np. twórczość Wojtka Mazolewskiego i Pink Freud. Podziela pan tę opinię?

– Sztuka, a więc i również jazz, była zawsze elitarna. Jazz wymaga poświęcenia mu czasu i skupienia. Od czasu do czasu staje się świadomością większej grupy ludzi. Jazz był i jest poczuciem wolności. Renesans polski jazz przeżywał wielokrotnie. Lata 60. to m.in Komeda, Stańko, Trzaskowski, 70. to m.in „Extra ball”, „Laboratorium”, a 80. to również założona przeze mnie grupa „Tie Break” czy orkiestra „Free Cooperation”. Ale to prawda, że muzyka najmłodszego pokolenia jazzmanów jest bardzo ciekawa, a przez pewne uproszczenia komercyjne dociera do szerszej publiczności, natomiast czysta idea jazzu jest nadal elitarna.

– Współpracował pan z wieloma wybitnymi artystami: Tomaszem Stańką, Zbigniewem Preisnerem czy zespołem Maanam, choć pewnie jeszcze długo można by wymieniać. Kogo wspomina pan w szczególny w sposób? 

– Wszyscy, których spotkałem w moim życiu byli i są ważni, tak artyści, jak i inni ludzie. Od każdego można się wiele nauczyć. Miałem szczęście na swojej drodze spotykać bardzo interesujących ludzi. Na pewno zderzenie się z Niemenem, Stańką, Szukalskim, Kulpowiczem, Urbaniakiem czy Namysłowskim oraz z muzyką Zbyszka Seiferta miało duży wpływ na mnie i na moją muzykę instrumentalną. Myślę, że brakło by miejsca na opowieści (śmiech).

– Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałbym pan zagrać na jednej scenie?

– Z wieloma, ale wymienię Johna Coltrane’a. Dodam jednak, że moje marzenia dotyczące współpracy z muzykami się spełniły i nadal się spełniają.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: 
Tomasz Błaszkiewicz
fot. Piotr Dłubak

Jazz wciąż jest elitarny - wywiad z Januszem „Yaniną” Iwańskim komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się