:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  13°C słabe opady deszczu

Olimpijczyk z Płonnego

Kolarstwo, Olimpijczyk Płonnego - zdjęcie, fotografia

Już w przyszłym tygodniu w Golubiu-Dobrzyniu odbędzie się I Ogólnopolski Wyścig Kolarski im. Grzegorza Piwowarskiego. Przybliżamy postać bohatera zawodów – mistrza kolarskiego Polski, uczestnika międzynarodowych wyścigów i olimpijczyka z Płonnego

– Panie Grzegorzu, jak rozpoczęła się pana przygoda z kolarstwem?

– Chodziłem do szkoły podstawowej w Płonnem. Moi koledzy zapisali się do szkółki kolarskiej. Ja poszedłem za nimi. Trafiliśmy do sekcji Agromelu Toruń, która nazywała się Spółdzielca Golub-Dobrzyń. Miałem wtedy 12 lat. Treningi rozpoczęły się jesienią. Najpierw ćwiczyliśmy ogólny rozwój, żeby wiosną wsiąść na rowery. Naszym trenerem był wtedy Leszek Szyszkowski. Kolarstwo mnie pochłonęło. Do toruńsko-golubskiego klubu należałem do końca szkoły podstawowej. Następnie trafiłem do szkółki kolarskiej w Gronowie, która skupiała młodych kolarzy niemal z całego województwa toruńskiego. Tam tak naprawdę zaczęliśmy poważnie jeździć i uczyć się kolarstwa, np. jazdy w peletonie. Uczestnicząc wówczas w różnych zawodach, zostałem wyparzony przez trenera kadry narodowej juniorów. Zostałam do niej powołany.

– Jak wspomina pan reprezentacyjną karierę?

– Pod koniec lat 80. rozpoczęły się moje wyjazdy na wyścigi i zgrupowania, także za granicę. W 1987 roku wygrałem międzynarodowy wyścig w Holandii, w klasyfikacji sprinterów. Rok później wziąłem udział w mistrzostwach świata w Moskwie w jeździe na czas drużynowo. W 1990 roku trafiłem do kolejnej grupy wiekowej, do orlików, czyli dziś grupy U-23. Rok później zwyciężyłem w mistrzostwach Polski w jeździe na czas, drużynowo. Zająłem także czwarte miejsce drużynowo w mistrzostwach świata w Stuttgarcie.  W tym samym czasie reaktywowany został Wyścig Pokoju, w którym także startowałem. W 1992 roku zostałem mistrzem Polski w wyścigu górskim. Wystartowałem wtedy także w Tour de Pologne, gdzie w klasyfikacji generalnej zająłem 4. miejsce, byłem nawet liderem etapów. W tym czasie osiągnąłem swój największy sukces. Zostałem powołany na olimpiadę do Barcelony. Tam razem z Dariuszem Baranowskim, Markiem Leśniewskim i Andrzejem Sypytkowskim wystartowaliśmy w wyścigu drużynowym na 100 km na czas. Zajęliśmy szóste miejsce. Naprawdę niewiele nam zabrakło do medalu. 

– Dlaczego zakończył pan tak dobrze zapowiadającą się karierę?

– Niestety, w 1993 roku pojawiły problemy ze zdrowiem, a dokładniej z moim okiem. Musiałem przerwać treningi. Po roku jednak powróciłem do jazdy. W 1994 roku trafiłem do klubu Toruń Pacific. Następnie do EB Viktoria Rybnik. Wygrałem wyścig Szlakiem Grodów Piastowskich. Zostałem powołany do zawodowej grupy kolarskiej „Mróz”. Miałem jechać w nowym Tour de Pologne. Niestety, problemy ze zdrowiem powróciły. Musiałem zrezygnować z kolarstwa. Nie wiedziałem co mam dalej zrobić. Cały czas jeździłem, uprawiałem sport, a teraz to się skończyło. Pomógł mi wówczas szef grupy „Mróz”. Zostałem masażystą, a dziś prowadzę własną działalność. 

– Jak dziś wspomina pan swoją przygodę z kolarstwem?

– To był bardzo ważny dla mnie etap w życiu. Starty w zawodach otworzyły mi oczy. Mogłem poznać świat. A trzeba przypomnieć, że jeździłem  na przełomie lat 80. i 90., kiedy w Polsce wiele się działo. Przypomina mi się, jak pojechaliśmy po raz pierwszy do Holandii. Tam widzieliśmy, jak profesjonalnie przygotowywani są zawodnicy. Mieli stroje, diety, odpowiedni sprzęt. Dla nas to było wtedy nieuchwytne. My wyglądaliśmy tak jakbyśmy przyjechali z innego świata. Życie Holendrów wyglądało inaczej niż w Polsce u schyłku PRL-u. My mieliśmy dwa kanały w czarno-białym telewizorze, a oni wiele w kolorowej TV (śmiech). 

– 16 czerwca w Golubiu-Dobrzyniu odbędzie się wyścig pańskiego imienia. Jak to się stało, że został pan jego bohaterem?

– Skontaktował się ze mną w Płonnem Tomek Borowski, który zaprezentował mi ten pomysł. Uważam, że to świetna sprawa. Trzeba promować kolarstwo, a Golub-Dobrzyń i okolice mają świetny potencjał do organizacji zawodów, ale również z naszego regionu wywodzi się wielu znakomitych kolarzy. 

– Dziękuję za rozmowę.
 

Rozmawiał: 
Szymon Wiśniewski 
fot. archiwum 

 

Olimpijczyk z Płonnego komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się