:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  12°C słabe opady deszczu

Sukces osiągam metodą małych kroków

Wywiady, Sukces osiągam metodą małych kroków - zdjęcie, fotografia

Łukasz Bejger to wychowanek Piłkarza Golub-Dobrzyń, obecnie reprezentujący barwy Lecha Poznań. Młody gracz w tym tygodniu wyjechał na testy do dwóch klubów angielskiej Premier League – Manchesteru United i Manchesteru City. W rozmowie z Kamilem Lewandowiczem wspomina piłkarskie korzenie, opowiada o największych sukcesach, marzeniach i planach na przyszłość

– Jak to się stało, że pojawiła się propozycja testów w Anglii? Będziesz sprawdzany przez dwa wielkie kluby – Manchester United i Manchester City. 

– Pierwsze sygnały o ofercie z Anglii pojawiły się mniej więcej pół roku temu, ale nie mogłem o tym informować. Poruszaliśmy ten temat tylko w rodzinnym gronie. Po marcowym meczu kadry z Walią do klubu wpłynęło oficjalne pismo, a ja wraz z najbliższymi miałem trochę czasu na podjęcie decyzji. Nie zastanawiałem się jednak, w których barwach wolałbym występować. Oba kluby są potężne, rozpoznawalne na całym świecie, a ja od dziecka kochałem brytyjski futbol. Gdybym miał zaszczyt grać w tamtejszej lidze w przyszłości, spełniłbym kolejne sportowe marzenie. 

– Czy wiesz zatem jak będzie wyglądał twój angielski pobyt?

– Od wtorku do soboty będę trenował w czerwonej części Manchesteru, w barwach United. Następnie przeniosę się do drużyny City, by tam ćwiczyć ze starszym rocznikiem. Na tę chwilę nie znam więcej szczegółów. 

– Zaczynałeś piłkarską karierę w Golubiu-Dobrzyniu, a obecnie jesteś graczem Lecha Poznań. Jak wspominasz ten golubski czas i przygodę z piłką w naszym mieście?

– W klubie KSP czułem się znakomicie. Uwielbiałem treningi ze wszystkimi szkoleniowcami. Niektórzy byli bardzo wymagający. Bywało tak, że nie mogłem występować na pozycji, na której chciałem. Dopiero po czasie doceniłem to, że dzięki takim zabiegom stałem się lepszym, bardziej uniwersalnym zawodnikiem. Kiedy doznałem pierwszej poważnej kontuzji miałem indywidualne zajęcia z panem Edkiem Kwiatkowskim i myślę, że mogę go nazwać moim drugim, „piłkarskim ojcem”. 

– Przechodząc z małego KPS-u do Lecha Poznań wytyczyłeś sobie jakieś podstawowe cele? 

– Sam transfer do Poznania wiązał się ze sporym stresem. Nie miałem pewności, czy zdołam do siebie przekonać tamtejszych szkoleniowców, nie wiedziałem czy wywalczę miejsce w składzie. Za podstawowy cel przyjąłem sobie zatem regularną grę, a miesiąc później zostałem kapitanem swojego rocznika. To było coś niesamowitego.

– Uważasz że przez ten czas rozwinąłeś się jako zawodnik? 

– Jestem w takim wieku, że rozwijam się pewnie z każdym kolejnym miesiącem (Łukasz urodził się w 2002 roku przyp. red.). Przed transferem do Lecha brakowało mi techniki, boiskowej pewności i spokoju. Teraz nie mam z tym problemu, ale nie zamierzam próżnować. Nadal doskonalę elementy, w których nie czuję się najlepiej, a najchętniej gram jako środkowy obrońca. 

– W Poznaniu zaczniesz swój trzeci sezon. Co jest na tę chwilę twoim największym sukcesem?

– Za taki uważam powołania do młodzieżowej reprezentacji Polski U-15. Gra z orzełkiem na piersi jest swego rodzaju spełnieniem marzeń, a każdy wyjazd na kadrę traktuję jako zaszczyt. 

– Myślałeś o tym, gdzie będziesz za 5-6 lat? 

– Na razie nie wybiegam w przyszłość tak daleko. Skupiam się na grze w Lechu, bo to dzięki tej ekipie zaistniałem w młodzieżowej piłce. Chciałbym grać w Premier League, ale do tego jeszcze daleka droga. Ważne, by stopniowo czynić postępy.

– Komu najwięcej zawdzięczasz? Są osoby, które pomogły ci w dotychczasowej karierze? 

– Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Najwięcej zawdzięczam moim rodzicom, którzy wspierali mnie na każdym kroku. Byli ze mną w chwilach słabości i cieszyli się z moich sukcesów. To dzięki tacie rozpocząłem swoją piłkarską przygodę, bo to on założył klub KSP. Dziękuję również wszystkim klubowym trenerom, a także Drwęcy, w której przez rok mogłem występować z zawodnikami o dwa lata starszymi. Dziękuję Kamilowi Kuczkowskiemu, Tomaszowi Niemirowi, Jarosławowi Kaptajnowi, Piotrowi Jagodzińskiemu i oczywiście wspomnianemu już na początku Edkowi Kwiatkowskiemu. Dziękuję również mojej dziewczynie Ani, którą poznałem w Poznaniu i na którą mogę liczyć w każdym momencie. 

– Śledzisz jeszcze poczynania piłkarskich drużyn z powiatu, czy po wyjeździe do Poznania nie masz już na to czasu?

– Oczywiście, nadal interesuję się lokalnym futbolem. Wiem, że Drwęca spadła do A-klasy, ale myślę, że szybko wróci do klasy okręgowej. Kiedy przyjeżdżam do domu na weekend, z chęcią idę na obiekt MKS-u i oglądam występy drużyny Łukasza Kierzkowskiego. Zawsze będę pamiętał, że to w właśnie w Golubiu-Dobrzyniu rozpoczęła się moja piłkarska przygoda. 
 

Rozmawiał: 
Kamil Lewandowicz
fot. nadesłane

Sukces osiągam metodą małych kroków komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się