Radna Dominika Piotrowska w ostatnich dniach wzięła udział w programie Erasmus Plus. W rozmowie z naszym tygodnikiem opowiada o pobycie w Gruzji i tematyce zajęć
– Skąd pomysł, żeby wziąć udział w Erasmusie?
– Erasmus wielu osobom kojarzy się z wymianą studentów np. przez pierwszy semestr podczas studiów. Owszem, taki typ wymiany istnieje i jest najbardziej popularny, ale ja niestety studia skończyłam już wiele lat temu i ze względu na typ pracy i życie rodzinne nie mogę sobie pozwolić, aby ot tak wyjechać na pół roku za granicę. Ponieważ bardzo cenię sobie rozwój osobisty, a zasada „szukajcie aż znajdziecie” jest mi bliska, zdecydowałam się wziąć udział w Erasmusie Plus. W trochę innej formie, a mianowicie w tygodniowym treningu, akurat tematyka, która mnie interesowała była realizowana w Gruzji, w maleńkim miasteczku 5 km od granicy z Azerbejdżanem, Loagodekhi, a nasz hotel stał już w parku narodowym u podnóży gór.
– Na czym polegały te zajęcia?
– Tematyka treningu była bardzo ciekawa, bo przygotowała osoby do pracy z młodzieżą na temat konfliktu. W jaki sposób się tworzy, jakie ma podłoże, etapy i w jaki sposób mu zapobiegać i go rozwiązywać. Trening, na szczęście, to nie siedzenie na wykładach, a ogrom pracy w małych grupach, wiele zadań realizowanych na podstawie metod aktywizujących, doświadczenia.
– Co jest najciekawsze w Erasmusie?
– Spotkanie z niesamowitymi ludźmi z różnych krajów, tu akurat z Armenii, Azerbejdżanu, Estonii, Litwy, Ukrainy, Węgier, Gruzji, Francji. Tak jak mówiła nasza trenerka Katerina, która urodziła się w Rosji, a aktualnie mieszka w Hiszpanii, każdy z nas jest jak cebula, ma warstwy. Chodzi o to, że każdy z nas jest inny tylko powierzchownie, bo w środku, pomimo różnych kultur, wyznań, kolorów skóry jesteśmy tacy sami, mamy podobne potrzeby – współpracy w grupie, w pokoju. Generalnie z natury jesteśmy pokojowi i chcemy żyć w pokoju, ale czasami to nie wychodzi i warto wtedy popracować nas sobą. Druga część tego treningu ma się odbyć w Budapeszcie, w kwietniu. Warto dodać, że program Erasmus opłaca transport np. przelot samolotem, wyżywienie oraz zakwaterowanie. Szkoleń, warsztatów, konferencji jest teraz mnóstwo i z różnorodnej tematyki. Każdy znajdzie coś dla siebie.
– Na co zwróciła Pani uwagę w Gruzji?
– Transport publiczny jest bardzo tani np. bilet do metra kosztuje 80 groszy, bilet za autobus z lotniska do centrum Tbilisi, którym jedziemy 40 minut też 80 groszy, posiłki – około 20 zł w fajnej knajpie w stolicy. Co mnie zaskoczyło, na ulicach jest dużo bezdomnych psów, które są bardzo łagodne. Wioski i miasteczka są bardzo biedne. W stolicy znajdziemy kilka nowoczesnych budynków, lecz boczne uliczki również są skromne. Gruzini, pomimo trudnych warunków, są gościnni i sympatyczni. W Gruzji nie jest wymagany paszport, wystarczy dowód, pomimo tego, że nie są w UE.
– Planuje Pani kolejne wyjazdy?
– Ostatnio zaciekawiły mnie warsztaty dla liderów grup młodzieży w Rumunii, w styczniu, oraz warsztaty dla chcących podszlifować swoje pióro we Francji. Ze względu na ograniczony czas wolny nie potrafię być wszędzie jednocześnie (śmiech), ale zależy mi na rozwoju także innych, zatem mam nadzieję, że zaszczepię chociaż w jednej osobie chęć podróżowania i dokształcania się w takiej formie. Polecam stronę www.salto-youth oraz grupy na facebooku na temat Erasmusa. Ktoś chce w nas inwestować, dlaczego nie skorzystać? Najlepsza inwestycja to ta w nasze kompetencje. Inwestujmy w siebie. Erasmus naprawdę działa, jest na wysokim poziomie, trzyma normy i potem szczegółowo rozlicza organizatorów i przeprowadza ewaluacje.
Rozmawiał: (ToB)
fot. nadesłane
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze