Łukasz Kwiatkowski jest najprawdopodobniej ostatnim szewcem w Golubiu-Dobrzyniu. Prowadzi swój zakład przy ulicy Sportowej. Fachu nauczył go dziadek – Stanisław Derbin. Specjalnie dla CGD opowiada o swojej pracy.
– Jesteś najprawdopodobniej jedynym działającym obecnie szewcem w Golubiu-Dobrzyniu. Jak to się stało, że nim zostałeś?
– Mój dziadek Stanisław Derbin otworzył zakład szewski w 1990 roku po przejściu na emeryturę. Wcześniej pracował jako naczelnik poczty. Miał od tamtego momentu dużo czasu, więc zajął się naprawą butów. Lubił pracować i nie poddawał się. Zamiłowanie do pracy mam właśnie po dziadku. Z zawodu jestem mechanikiem i lubię naprawiać rzeczy. Po zakończeniu szkoły miałem dwa tygodnie wolnego, dziadek zapytał mnie wtedy, czy chcę przyjść, spróbować swoich sił w zakładzie. Zgodziłem się i bardzo spodobała mi się ta praca. Lubiłem spędzać czas na wykonywaniu drobnych poprawek. Dziadek zapisywał na karteczce wykonane przeze mnie prace i płacił mi za nie. Praca sama w sobie nie była trudna, ale musiałem się wiele nauczyć. Jak pracowaliśmy razem, tłumaczył mi, co do czego i dzięki temu przyswoiłem sobie wszystko w miarę szybko. Najtrudniejszym wyzwaniem było szycie na maszynie, kiedy uczyłem się przyszywać suwaki do butów i zszywać torebki. Pracowaliśmy razem od 2005 do 2013 roku. Przejąłem zakład po jego nagłej śmierci. Prowadziliśmy go razem i było to dla mnie naturalne, że będę kontynuował dziedzictwo mojego dziadka.

– Jak wygląda dziś praca szewca, czy jego usługi są potrzebne?
– Każdy dzień w pracy wygląda inaczej. Dużo zależy od pory roku, zimą jest najwięcej napraw. W pracy mam do czynienia z wieloma ludźmi. Przychodzą z różnymi problemami do naprawienia. Niektórych z nich czasem nie da się zreperować. Dziadek miał swoje narzędzia, których nadal używam. Zakupiłem też kilka nowych. Najczęściej wymieniam fleki, całe obcasy lub podbicia. Często maluję buty, przyklejam wkładki, wymieniam zelówki (podeszwy); robię też wyściółki – czyli oklejam buty w środku. Naprawiam rzepy i oklejam obcasy. Zajmuję się też rozciąganiem butów czy rozszerzaniem kozaków na łydkach. Prostuję też buty ortopedyczne. Wszywam suwaki do butów, torebek czy plecaków. Odnawiam i naprawiam rzeczy ze skóry. Często naprawiam plecaki szkolne. Wiele zleceń wykonuję dla mojej córki Lenki – sklejam uszkodzone zabawki i zszywam pluszaki. Zdarzyło mi się nawet zszywać siodło. To była jedna z bardziej skomplikowanych prac, dlatego najpierw poprosiłem o radę rymarza z sąsiedztwa – Edwarda Miciaka. Bardzo dużo mi wytłumaczył i dzięki jego wiedzy i doświadczeniu udało mi się je naprawić. Zakład mieści się obok domu mojej babci Eli, babcia jest moją prawą ręką. Często zostaje za mnie na zastępstwie, przyjmuje zamówienia i wydaje gotowe buty. U babci jak to u babci, zawsze znajdzie się dla mnie śniadanie, kawa i obiad.
– Czym zajmujesz się wolnym czasie, czy masz jakieś pasje?
– Wolny czas spędzam w gospodarstwie. Lubię coś dłubać czy naprawiać – od małych rzeczy po maszyny i sprzęt rolniczy. Czas umilają mi też nasze konie: Prince i Janetka. Jestem złotą rączką, umiem spawać i konstruować. Wykonałem wiele rzeczy z drewna: stół, plac zabaw dla córki, budę dla psa, drzwi do budynków gospodarczych i wiatę. Nie boję się żadnej pracy i podejmuję się nawet największych wyzwań.
– Dziękuje za rozmowę i przybliżenie Twojej historii zawodowej i rodzinnej.
Rozmawiał Szymon Wiśniewski, fot. (Szyw)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze