Reklama

Z Golubia do... Golubia. Wywiad z lokalnymi podróżnikami

16/08/2021 17:24

Małżeństwo Danuta i Paweł Badowscy w ciągu 10 dni pokonali kajakiem trasę z Golubia-Dobrzynia do Wisły, następnie rzeką Nogat do Elbląga i Kanałem Elbląskim do Ostródy, dalej rzeką Drwęcą przez Brodnicę do Golubia-Dobrzynia.

Tak zwana „Pętla Toruńska” to szlak kajakowy o długości 487 kilometrów, który biegnie z Torunia, Wisłą do Bydgoszczy, następnie Doliną Dolnej Wisły, Nogatem, Kanałem Jagiellońskim, rzeką Elbląg do Elbląga, następnie Kanałem Elbląskim do Ostródy i dalej Drwęcą z powrotem do Torunia. Szlak jest niedostępny dla jachtów od jazu w Samborowie. Jego atrakcyjność zwiększa szereg miejscowości o wyjątkowych walorach krajoznawczych i historycznych, m.in. związanych z historią Zakonu Krzyżackiego. Szlak prowadzi przez Kanał Elbląski z pochylniami, Park Krajobrazowy Doliny Dolnej Wisły oraz Pojezierze Brodnickie. Tę trasę z Golubia-Dobrzynia do Golubia-Dobrzynia pokonało małżeństwo Danuta i Paweł Badowscy. Specjalnie dla naszego tygodnika opowiadają o swojej wyprawie.

W jaki sposób przygotowywaliście się do tej wyprawy?

Reklama

– Ja osobiście przepłynąłem tę trasę już dwa razy, w latach 70-tych z kolegą Mirkiem Wiwatowskim – mówi Paweł Badowski.

– Planowaliśmy z mężem ponownie wyruszyć kajakiem jeszcze przed epidemią koronawirusa – dodaje Danuta Badowska. – Niestety musieliśmy przesunąć naszą podróż o prawie dwa lata. W tym czasie przygotowywaliśmy się, na przykład regularnie trenując pływanie kajakiem na odcinku z Golubia-Dobrzynia do Bobrowisk, płynąc Drwęcą pod prąd.

– Zakupiliśmy także specjalny kajak wyposażony w ster oraz w wózek, który miał nam ułatwić transport w miejscach, gdzie trzeba przenosić kajak – podkreśla Paweł Badowski.

Reklama

Jak wyglądał wasz kajak?

– W naszym kajaku znalazły się wszystkie rzeczy potrzebne w czasie wyprawy – opowiada Paweł Badowski. – Ważył on około 35 kilogramów razem ze specjalną przyczepką potrzebną do holowania go w czasie przenoszenia w miejscach niedostępnych. Tym samym nie musieliśmy go podnosić. Dodatkowo niemal tyle samo kilogramów ważył nasz sprzęt: namiot, ubrania oraz jedzenie i woda. Byliśmy niemal w 100 procentach samowystarczalni.

Z jakim problemami borykaliście się w czasie wyprawy?

Reklama

– Przede wszystkim borykaliśmy się z kilkoma problemami na trasie – mówi Paweł Badowski. – Pierwszym problemem był miejscami silny wiatr, zwłaszcza na Jeziorze Druzno oraz miejscami trzcina, która zarastała brzegi. Uniemożliwiało nam to wyjście na ląd. Na odcinku od Malborka do Elbląga pojawiły się także łodzie i jachty motorowodne i musieliśmy uważać, aby nie zderzyć się z innymi użytkownikami rzeki czy kanału.

– Problemem były także tak zwane łachy na Wiśle – dodaje Danuta Badowska. – Miejscami musieliśmy uważać na podwodne łachy, na których kajak praktycznie stawał. Musieliśmy go przenosić i uważać, aby nie wpaść głęboko do wody. Warto podkreślić, że nocleg nad Wisłą, w pięknych miejscach, bez innych ludzi to niezapomniane przeżycie. Trzy razy udało nam się nocować nad brzegiem królowej polskich rzek. Dwa razy spaliśmy na polu namiotowym. Resztę noclegów spędziliśmy na dziko, na przykład na plaży nad jeziorem. Niestety większość trasy pętli pozbawiona jest jakiekolwiek infrastruktury turystycznej. Wyjątkiem jest Brodnica, gdzie znajduje się pole namiotowe i stanica dla kajakarzy.

Reklama

Jak wyglądało pokonywanie śluz oraz przeszkód na rzece?

– Przed Malborkiem oraz Elblągiem dwukrotnie korzystaliśmy ze śluz wodnych – mówi Paweł Badowski. – Natomiast na Kanale Elbląskim kilkukrotnie używaliśmy pochylni. Wówczas spotkaliśmy innych kajakarzy z Polski, Niemiec i Francji. Jednym z nich był nauczyciel wychowania fizycznego, Wojciech Kopczyński, który opowiadał nam o swoich wyprawach kajakowych. W trakcie naszej 10-dniowej wyprawy najdłuższy, dzienny odcinek, jaki pokonaliśmy, wyniósł 70, a najkrótszy 29 kilometrów.

Reklama

– W trakcie wyprawy pięciokrotnie przenosiliśmy nasz kajak, między innymi w Samborowie, gdzie musieliśmy wciągnąć go na nasyp kolejowy, aby następnie zsunąć na dół do rzeki – podkreśla Danuta Badowska. – Cały czas zastanawialiśmy się czy przypadkiem w tym momencie nie będzie jechał pociąg i będziemy musieli szybko uciekać. Także w okolicy Brodnicy, na odcinku przed miastem, musieliśmy pokonać trudną przeszkodę. Cały sprzęt z kajaka należało wyciągnąć. Paweł sam przepływał między powalonymi drzewami oraz przeciągał kajak przez konary. Natomiast odcinek z Golubia-Dobrzynia do Wisły oraz z Brodnicy do Golubia-Dobrzynia był najbardziej bezpieczny.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej wyprawy – zgodnie podkreślają Państwo Badowscy. – Dla nas była to swoista olimpiada kajakowa w trakcie trwania olimpiady w Tokio. W przyszłości chcielibyśmy spróbować przepłynąć kajakiem Wielkie Jeziora Mazurskie.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.

– Dziękujemy.

Rozmawiał Szymon Wiśniewski; Fot. Zbiory prywatne D.P. Badowscy

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Golub-cgd.pl




Reklama